wolny weekend czyli pizza, piwo i pudełko filmów
Mocne rzeczy.
1. Sztandar chwały.
Show must go on albo nikt nie rodzi się bohaterem. Czasem nim zostaje. Przypadkiem. Niezłe.
2. Listy z Ivo Jimy.
Druga strona medaly czyli Suribachi od środka. IMHO lepsze od “Sztandaru”.
3. Ghost rider.
Lubię Cagea. Za “Twierdzę”, za “Ciemną stronę miasta”, nawet za “Miasto aniołów” (co słychać w tle tuż przed skokiem? 2x cofałem bo myślałem, że omam mam). Ale tu… jedno porównanie przyszło mi do głowy. Rasiak. Grał jak młody buk. Żenua.
4. Jarhed
“Pustynna tarcza” albo pierwsza wojna z Saddamem widziana oczami snajpera marines. “Dziwna wojna” bez jednego wystrzału za to ze spalonymi ciałami, płonącymi szybami naftowymi i subtelną granicą między normalnością a szaleństwem. “Każda wojna jest inna. I każda jest taka sama.”
5. 9 kompania
Chyba najlepszy z wyżej wymienionych. Wojna w Afganistanie. Tu rządzi śmierć. Brutalna, przypadkowa, najczęściej bezcelowa. Drobne przekłamanie reżysera – ocalało kilkunastu a nie kilku.
6. Strzelec.
Zapowiadało sie ciekawie. Na zapowiedzi sie skończyło. Obejrzałem, a po napisach zapytałem sam siebie “ale o sochozi..?” Kupy się nie trzyma.
Śmieszne rzeczy
1. Gang dzikich wieprzy.
Schemat goni schemat ale fajnie się ogląda. Kupa w reklamówce i tatoo Apple. Aha. Nie wychodźcie na napisach końcowych. ![]()
2. Miłość! nie przeszkadzać.
“No co tak gębe rozdziawiła” że zacytuję “klasyka”. Amelia w mini i dekoltem do pępka czyli sponsoring z drugiej strony lustra.
3. Pracownik miesiąca.
Chciałbym pracować w hipermarkecie. Ale tylko przez miesiac. Dość odmóżdżająca komedia.
4. Na fali
Czekam na polską wersję. Wierzbięta miał spore pole do popisu i mam nadzieję, że je wykorzystał.
Dobranoc.
